|
Witam, temat dawno nie poruszany ale chciałabym opisać swoje doświadczenie, nie po to, aby się użalać, bo mogłam przecież powalczyć o "swoje" tylko - by się wygadać. Pracuję u "mojej" rodziny blisko rok. Opieka miała dotyczyć jednego dziecka, z czasem doszedł niemowlak. OK. Mama zawsze twierdzi, że jest niezwykle zadowolona ale, pomijając dziwną dość interpretację wynagrodzenia za opiekę nad dwójką dzieci (inaczej gdy wychodzi do pracy a ja zostaję sama, inaczej jak wychodzi na tyle samo godzin ale nie do pracy, tylko np. na zakupy itp.itd.), dochodzi kwestia wolnych dni. Wolne dni są z okazji wyjazdów rodziny albo przyjazdu dziadków, wolne mam tez całe 2-miesięczne wakacje. Na początku wolne dni nie były płatne w ogóle, potem - 1/4 wynagrodzenia za dany okres (rozliczam się w systemie cotygodniowym). Niby jakieś pieniądze za ten czas są ale jednak jestem stawiana niejako w sytuacji przymusowo niekorzystnej. Nie poruszyłam tego tematu na wstępie (pierwsza tego typu praca i jakoś mi to umknęło) a potem było mi coraz bardziej niezręcznie. Ostatnią kroplą goryczy było to, że zapłatę za urlop (w wys. 1/4 pensji) miałam otrzymać górką w czerwcu, ostatniego dnia pracy, i tegoż dnia, na sam koniec mama oznajmiła, że - po powrocie w sierpniu, no chyba, że chcę, to ona skoczy do bankomatu... Jestem dla dzieci jak druga mama i praktycznie zawsze na zawołanie, dotknęlo mnie bardzo podejście mamy. Miałam wrócić we wrześniu ale na poważnie rozważam zmianę pracy.
|