|
"Czy Ty czytasz czasami to co piszesz. Jeden wielki bełkot, albo jesteś "niania-robot"." Tak, Bożeno -czytam -ba! robię to nawet zanim wyślę swoje słowa Odniosłam się do postów Niań, które czują się "krzywdzone" warunkami pracy (obowiązkami), na jakie-skądinąd-same się godzą. Ja swoim Pracodawcom (i nie tylko ) oferuję opiekę nad Dzieckiem i dbam o to by Dziecku było dobrze-jeśli Maluch śpi, mam zajęcia związane z Dzieckiem: albo spisuję uwagi dotyczące jego osiągnięć,wyzwań, ciekawostki czy relacje z wycieczek ect., albo prasuję ubranka, albo sprzątam po naszych zabawach-i robię to wszystko w ramach opieki nad Podopiecznym/-mi. Jaśli natomiast Smyki nie śpią-nie zajmę się ani prowadzeniem zinniczka", ani prasowaniem, ani zmywaniem ani niczym innym- jestem cała dla Dziecka. Chociaż: przygotowanie posiłków jest czynnością, którą wykonuję albo w trakcie snu Maluszka, albo-jęsli to możliwe(wiek) robimy to wspólnie-Maluchy uwielbiają takie zadania i wiem, że odbywa się to z korzyscią dla Nich. Natomiast zajęcia o jakich pisze Maryla, w ramach pracy w charakterze Niani-w ogóle nie wchodziłyby w rachubę. Już sam teskt "Mały sam sobą się zajmie" świadczy o stosunku :Matki do Dziecka i roli jaką nan pełnić w jej domu. Co wiecej jest niezgodny z deklaracjami zawartymi w ogłoszeniu pt" Szukam Niani", a zatem wiem , że mam do czynienia z osobą ..co najmniej niesłowną, niekonsekwentną i niepoważną. A z takimi ludźmi (Pracodawcami) nie chcę mieć do czynienia-bez wzgl. na oferowaną stawkę. I tu, wracajac do "zaskoczenia" Niani, że nie dostała nawet dniówki:na jakiej podstawie ma uznać, ze Pracodawca pomimo swojej niesłowności w podstawowych kwestiach (zakres obowiązków), wywiąże się z deklaracji finansowych? Jeśli nawet my mamy dobre chęci i jesteśmy uczciwe, nie ma co mierzyć ludzi własną miarą ..to dość naiwne...niestety...) Gdy spotykam się z potencjalnymi Pracodawcami (Rodzicami) zwykle dość szczegółowo wypytuję o ich oczekiwania, zwyczaje, sposoby postępowania z Maluchem-tak byśmy mogli wspólpracować-tworzyć zgrany zespół, który pracuje nad tym by Maluch był i zadbany i szczęsliwy. Np. Jeśli Rodzic życzy sobie bym nauczyła paciorka, popracowała nad samodzielnoscią (nauka samodzielnego: jedzenia/ubierania/higieny)-robię to-bo takie są oczekiwania Pracodawcy i to oferuję:wiąże się to z pracą z Dzieckiem, a ja jestem Nianią-zatem mieści się w "mojej ofercie". Ale jeśli zażyczy sobie bym sprzątała po kocie czy zajmowała się pielęgnacją kwiatów-zgodzę się tylko w sytuacji gdy nie jest to praca w ramach czasu opieki nad Dzieckiem (podczas -kosztem Dziecka). Jeśli mam to wszytko robić podczas snu Malucha-ok-ale za dodatkową opłatą. Mam profil również jako pomoc domowa-można mnie więc zatrudnić i w takim charakterze Nie jestem "nianią robot"-jak to fantazyjnie ujęłaś. Po prostu wiem czego chcę (chcę być Nianią) i co oferuję (oferuję opiekę nad Dzieckiem-full service   ). No i cóż... po prostu jestem asertywna. Tobie też proponuje potrenować tę umiejętność-jeśli zależy Ci na rozwoju (fizycznym /emocjonalnym) Dziecka, jest bardzo porządana Zarówno w relacji Pracownik-Pracodawca, jak i Niania -Dziecko chodzi o umiejętne stawianie granic. Piszesz: "Ja też bym nie zareagowała od razu jeżeli chodzi o czyszczenie kwiatów i nie dlatego ,że lubię piwo ale dlatego,że lubię kwiaty i nie sprawiło by mi to żadnej przykrości." Rownież lubię kwiaty, uwiebiam też zwierzaki-ale jeś.oi mam wybór Dziecko -kwiatek/kot/pies/chomik ect:wybiorę Dziecko. Nie jestem "Panią od Kwiatów". Nie ogłaszam się tu również jako opiekunka zwierzat-TU jestem Nianią. I jeśli mam wybrać-spędzić atrakcyjnie czas z Dzieckiem albo ten sam czas poświecić kwiatom/kotom/psom/szorowaniu kafelków ect. ignorując obecność Dziecka-jako Niania- nie zgodzę się na to. Powsciągnij się proszę od oceny ("bełkot")-każda z Nas decyduje się na to, na co chce-ja wybrałam taki sposób-Ty wiodocznie wolisz inaczej. I ok-masz do tego prawo. Twoje życie-Twoje decyzje. Mierzi mnie jedynie larum, podnoszone w sytuacji gdy ktoś (nie tylko Niania) stawia się w roli ofiary, oburza się/ biadoli/wręcz rozsiada się na swojej "krzywdzie"...podczas gdy sama się na tę "krzywdę" godziła. Sprawa jest prosta: sami decydujemy o jakości swojego życia. Jeśli godzę się na to by ktoś wszedł mi na głowę i tam narobił-to moja decyzja. Ot:wiecej odpowiedzialności za swoje decyzje-a idąc dalej:jakość życia. Myślę, że wyczerująco odpowiedziałam na Twoje wątpliwości, Bożeno-zanim wiec zadasz kolejne pytanie/-a, proponuję kilka głębszych...oddechów (może spacer-pogoda wyśmienita!) i ...ponowną lekturę posta. Wszak w relacjach z dorosłymi-nie lubię się powtarzać
*Matylda* D. edytowała ten post 23.05.2011 21:13
|