Kika
Gdańsk, Osiedle Moje Mar
|
To wobec tego ja też mam pytanie, a w zasadzie dwa.
a) Jak rozwiązać następującą sytuację. Mam nienormowany czas pracy, jednego dnia pracuję 8 godzin, drugiego mogę wyjść po czterech. W takiej sytuacji zostawiam niani wybór czy woli być opłacana miesięcznie, niezależnie od tego ile będzie realnych godzin pracy, czy godzinowo, ale wówczas rozliczamy się według czasu rzeczywistego. Chyba jest logiczne, albo może tylko mnie się tak wydaje, że nie mogę zaproponować niani płacy 7 zł za godzinę przemnożyć to przez osiem godzin dziennie i 22 dni pracujące w miesiącu i płacić co miesiąc 1300 zł, nawet jeżeli realnych dni pracy będzie w miesiącu 15 po sześć godzin... Z kolei jeżeli proponuję stawkę 1000 zł na miesiąc, nawet jeżeli połowę miesiąca będę na urlopie, nawet jeżeli będę wracała szybciej, nawet jeżeli będę na zwolnieniu, niania szybko wykonuje obliczenia w drugą stronę 1000 dzielone na 22 dni dzielone na osiem godzin to jakieś 5,8 zł i niania szybko dochodzi do wniosku, że jej się ten układ nie opłaca, bo sąsiadka pracuje za 6 zł za godzinę... Ja nie wiem gdzie popełniam błąd? Oczywiście, że najlepiej będzie zapłacić 1500 nawet jeżeli w danym miesiącu nie będzie nic do roboty, ale ja przynajmniej jestem nauczona, że w życiu to nie ma nic za darmo... Albo się pracuje za wyższą stawkę, ale na godziny, albo za stałą pensję, ale uśrednioną. Mój kuzyn jest wolnym strzelcem, pracuje dorywczo, za wysokie stawki, ale jak się rozchoruje, to nikt mu nie zapłaci ani grosza za nieprzepracowane dni. Ja wybrałam etat i zarabiam mniej, mam płatny urlop i inne przywileje, stałość zatrudnienia, ale nikt mi nie płaci za nadgodziny. Sama jestem pracownikiem, wiem jak nikt, że niedoceniany pracownik to marny pracownik, ale nie chcę mieć też wewnętrznego dyskomfortu związanego z poczuciem, że jestem wykorzystywana, tylko dlatego że nie mam wyjścia i muszę wrócić do pracy, a nianie stawiają zaporowe wymagania. Jak mam rozwiązać ten problem?
b) Drugie pytanie to ja już nie wiem do kogo powinno być skierowane. Od jakiegoś czasu rozwieszamy ogłoszenia po sąsiednich osiedlach. Jakie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że moje ogłoszenia są sukcesywnie zrywane i zaklejane innymi z cyklu "zatrudnię nianię"... Nawet miałam ochotę zadzwonić do tej z pewnością przemiłej osoby zapytać, czy taką samą podjazdową metodę mam zastosować wobec jej ogłoszeń, ale doszłam do wniosku, że nie warto... Daje ogłoszenie do prasy, rozwieszam na płotach, sklepach, słupach, ogłaszam się w internecie... i nic... Mój znajomy twierdzi, że starsze panie, które są najbardziej stworzone do opieki nad takimi maleństwami nie czytają ogłoszeń na słupach, bo nie chce im się wyjmować okularów , nie mówiąc o necie... Jak mam w takim razie znaleźć nianię z prawdziwego zdarzenia, a nie tylko pracownika na godziny?
|