| To bardzo smutne!Zal tych Maluszkow,doznaly juz urazu psychicznego-potrzebuja teraz bardzo duzo milosci. Ja opiekowalam sie 2,5letnim Kubusiem przez 9 miesiecy.Rodzice zmienili miejsce zamieszkania,wiec musielismy sie rozstac.Ale nadal utrzymujemy kontakt piszemy smsy,maile,rozmawiamy telefonicznie,za tydzien Kubus bedzie u mnie nocowal-Rodzice maja wyjazd /juz tak po przyjacielsku-nie za oplata/.Dla Kuubusia bylam i zostane juz Jego ciocia.Drogie Panie zycze Waszym maluszkom,aby tez znalazly swoje przyszywane ciocie.Pozdrawiam-Inka | |
| 25.10.2008 08:26 |
|
|
Jestem w szoku...takie osoby w ogóle nie powinny się brać za opiekę nad dziećmi, bo jedyne co mogą zrobić to krzywdę dziecku, która może spowodować uraz na całe życie... |
| 25.10.2008 10:54 |
|
Proszę się nie przejmować, zapewne ta dziewczyna nie ma powołania do tak cudownego zajęcia jak opieka nad maluszkiem. I straszne, jak wiele zależy od "takiej" osoby, jak można małemu człowiekowi zrobić krzywdę swoim chamstwem i egoizmem. Trzymam kciuki, żeby znalazła Pani kogoś, kto zajmie się dzieckiem, jakby było własnym |
|
| 25.10.2008 11:43 |
| Aga g. witam Panią i szczerze współczuję bardzo niekomfortowej sytuacji. To okropne i przykre uczucie gdy człowiek komuś zaufa powierzając nawet własne dziecko w opiekę a potem musi przeżywać rozczarowanie, żal, złość i jeszcze ma kłopot, bo z dnia na dzień nie ma opieki dla dziecka. Nie dość, że nie można "rozszarpać na strzępy" osoby, która nas tak zawiodła to jeszcze jesteśmy bezradni, bo na daną chwilę nie mamy odpowiedniego, satysfakcjonującego rozwiązania problemu. Dopóki nie uda się Pani zaangażować na stałe kogoś odpowiedniego, mądrego, mającego predyspozycje do sprawowania opieki nad dzieciaczkiem może na krótki czas podjęłaby się opieki jakaś niepracująca sąsiadka, młoda mama za swoim dzieciątkiem albo nawet sprawna umysłowo emerytka. Przynajmniej na ten okres zanim nie zatrudni Pani kogoś na stałe. Proponuję też skontaktować się z Adencją Opiekunek lub prywatnym przedszkolem - może któraś z tych instytucji okaże się pomocna. Niech Pani też przejrzy oferty niań z Pani rejonu na portalu "Niani.pl.", da ogłoszenie do prasy codziennej.Proponuję nie zrażać się do wszystkich kandydatek na nianie, bo nieuczciwość, nieodpowiedzialność, głupota, niewrażliwość - to cechy charakteru osoby a nie cechy charakterystyczne dla jakiejś grupy zawodowej. Życzę aby tym razem dokonała Pani rozważnego wyboru aby Pani synek miał serdeczną, miłą opiekunkę a Pani mogła spokojnie pracować. Pozdrawiam. | |
| 10.11.2008 00:48 |
Wypowiedź Pani Natalii idealnie pasuje do mnie, dlatego pozwoliłam ją sobie zacytować. Niestety jak ktoś coś ma do ukrycia, to zwykle potrafi się doskonale maskować. To tak, jak ze znajomymi. Można z kimś się przyjaźnić wiele lat, a potem nagle zrobi coś i... No właśnie, okazuje się, że to nie ta osoba, za którą ją mieliśmy Pisze Pani, że szuka niani od ZARAZ. Uważam, że lepiej trochę przystopować i tym razem LEPIEJ POZNAĆ kandydatki |
|
| 10.11.2008 09:15 |
|
|
|
| 10.11.2008 10:56 |
Pani Anno, jest mi przykro, tym bardziej, że sama także jestem z Lubonia. Została Pani potraktowana niepoważnie i uważam, że powinna Pani poprosić o zwrot zaliczki - koniecznie. Jednak to nie jest tak, że opiekując się dzieckiem u siebie w domu, w tym czasie przyjmuje się koleżanki, ogląda telewizję, czy "leży do góry brzuchem". Wiem to, bo sama opiekowałam się dzieckiem u siebie i jest to wygodniejsze, kiedy ktoś ma własnego maluszka, natomiast pod względem jakości opieki NIE RÓŻNI się od opieki w domu pracodawców. |
|
| 11.11.2008 12:44 |
| Pani Anno - mogę zrozumieć Pani złość, żal w sytuacji tak niekomfortowej jaką Pani opisała. Z całą pewnością trudno byłoby tą "przygodę" zaliczyć do przyjemnych.Tu przyznaję Pani rację.Natomiast ze zdziwieniem i dezaprobatą odnoszę się do takiego Pani tekstu: (cyt.)"...Jeśli ktoś jest uczciwy to nie boi się kontroli a widocznie pani Basi zależy tylko na łatwych pieniądzach (...) przy minimum zaangażowania, bo u siebie w domu może przyjmować koleżanki, pooglądać telewizję itp." 1)To prawda, że uczciwy nie boi się kontroli ale nie wyobrażam sobie ciągłych nalotów kontrolnych Pani męża i w takich warunkach możliwości sprawowania prawidłowej opieki. Przecież dziecko byłoby nie tylko rozkojarzone ale i ogłupione faktem, że chociaż rodzic zjawia się u opiekunki ileś razy to nie chce zabrać go do domu. Nie zdziwiłabym się gdyby z tego powodu stawało się nerwowe. Dziecko powinno przyzwyczajać się do tego, że przez jakiś okres pozostaje pod opieką niani a gdy przychodzi rodzic to jest najwspalnialsza chwila, bo wiąże się z całusami, uściskami i zabraniem go do domu gdzie wszystko jest takie znane, swojskie, bezpieczne i gdzie stale są kochani rodzice. Dopuszczam tylko SPORADYCZNĄ kontrolę i aby dziecko nie miało wówczas możliwości widzieć rodzica, bo nie umiem sobie wyobrazić jak chciałaby Pani to "wytłumaczyć" maleństwu aby zrozumiało, że te "wizyty" są przejawem troski dla jego dobra. 2)A już twierdzenie, że opiekowanie się dzieckiem w domu opiekunki to łatwe pieniądze,przejaw minimum zaangażowania z jej strony, przyjmowanie koleżanek, oglądanie telewizji - jest absolutnie niezrozumiałe, wręcz szokujące. Czyli, że u Pani w domu to trzeba dziecko przewinąć, nakarmić kilka razy (a więc przygotować posiłek, umyć naczynia), pilnować gdy raczkuje lub próbuje chodzić (właściwie biegać, bo małe dzieci pomału nie chodzą) aby czegoś nie ściągnęło lub się nie skrzywdziło, bawić się z nim aby nie płakało, wyjść na spacer, umyć gdy się pobrudzi, posprzątać gdy dziecko coś zrzuci lub potłucze, porozlewa itd.itp. a w domu u niani te wszystkie "zabiegi" nie mają miejsca (dziecko przez 8 godz. śpi?) więc żeby nie umrzeć z nudów przyjmuje ona gości, ogląda telewizje i jeszcze kasuje od rodzica pieniądze za rzekomą opiekę. Skoro tak właśnie Pani to widzi (bo chyba napisała to Pani z doświadczenia, obserwacji) to skomentuję krótko - koszmar. 1)Koszmar, że w ogóle można być tak nieobiektywnym, niesprawiedliwym a wygłaszając takie teksty publicznie krzywdzi Pani wiele uczciwych opiekunek. Z pewnością niejedna uczciwa niania sprawująca opiekę nad maluszkiem w swoim mieszkaniu poczuła się dotknięta, skrzywdzona takimi podejrzeniami czy wręcz oskarżeniami o braku zaangażowania, łatwych pieniądzach, zaniedbywaniu dziecka aby samej siedzieć przed telewizorem lub balować z koleżankami. Przecież taka opiekunka jest codziennie widywana i obserwowana przez swoich sąsiadów, znajomych z osiedla czy ze sklepu, ludzi na placach zabaw czy na spacerach, którzy widząc ją z małym (cudzym)dzieckiem podświadomie oceniają jej sposób sprawowania opieki i zaangażowanie. W "swoim" osiedlowym środowisku opiekunka nie jest anonimowa! Chyba, że w ogóle nie opuszcza mieszkania a dziecko karmione środkami nasennymi cały pobyt u niej przesypia. Niech się Pani zastanowi nad tym co Pani napisała, bo z pewnością niejednej uczciwej, "zakochanej" w dziecku niani (bo jak można byłoby nie lubić lub zaniedbywać takie maleńkie, rozkoszne istotki) sprawiła Pani ogromną, niezasłużoną przykrość. Skoro ta niedoszła opiekunka p. Basia jeszcze opieki nie sprawowała nad Pani dzieckiem to na czym oparła Pani tę WIEDZĘ, którą podzieliła się Pani na forum? Z moich doświadczeń i wiedzy wynika, że dziecko potrzebuje takiej samej opieki, zaangażowania bez względu na to w czyim domu przebywa(mamy czy niani). Opiekę, troskę i "obsługę" dziecko często wymusza i egzekwuje płaczem. Tak samo zresztą jak w mieszkaniu rodziców! Dobra niania dba aby dziecko nie musiało płakać obojętnie czy przebywa w jej mieszkaniu czy rodziców, bo przecież "ściany mają uszy" a sąsiedzi są wrażliwi i "uczynni". Otóż w swoim mieszkaniu często opiekunka "dokłada" do tej opieki zużyty gaz, wodę czasem światło, smrodki brudnych pieluch, potłuczone czasem naczynia szklane, poniszczone nieświadomie różne przedmioty, pozalewane soczkami, popaprane obiadkiem podłogi czy dywany, czasem usuwa w niebyt (np. do rodziny lub piwnicy) jakieś domowe sprzęty aby dziecko miało więcej miejsca do biegania i zabawy. Niech się Pani w przyszłości zastanowi zanim coś takiego napisze. | |
| 11.11.2008 22:11 |
| Pani Anno wracając do mojej poprzedniej wypowiedzi chcę sprostować jedną okoliczność. Otóż początkowo nieuważnie przeczytałam i zrozumiałam, że Pani mąż miałby na inspekcję wpadać do niani gdy ona sprawowałaby opiekę nad waszym dzieckiem u siebie w domu. Rozumiem, że te naloty miały dotyczyć waszego mieszkania. Tak więc proszę nie brać pod uwagę tej części tekstu, w krórym piszę o kontrolnych wizytach u opiekunki. Mój lapsus. Przepraszam. Reszta tekstu jak najbardziej - do przemyśleń. | |
| 11.11.2008 22:55 |
Pani Aniu dobrze, że z poprzednio wypisywanych emocjonalnych bredni się Pani trochę wycofuje. Można te niefortunne wypowiedzi potraktować z wyrozumiałością uznając, że podyktował je gniew w związku z zawodem jaki sprawiła Pani niedoszła opiekunka. Cóż w każdym zawodzie i w każdej sytuacji można trafić na ludzi nieodpowiedzialnych. Myślę, że powinna Pani trochę skorygować sposób weryfikacji a przede wszystkim podjęcie obowiązków przez opiekunkę nie powinno odbywać się w pierwszym dniu Pani pracy. Nie miałaby miejsca wówczas taka sytuacja jaką Pani opisała. Gdyby zawiodła ta umówiona opiekunka miałaby Pani jeszcze margines na szukanie innej osoby. Nianię miałaby Pani możliwość poobserwować "przy pracy" gdyby przez kilka dni wspólnie z nią opiekowała się dzieckiem. Widziałaby Pani czy niania opiekuje się profesjonalnie oraz jak dziecko reaguje na obcą osobę. Także Pani mąż jeśli nie zauważyłby jakiegoś niewłaściwego zachowania za strony niani, powinien usunąć się w taki sposób aby nie przeszkadzać niani i dziecku w ich byciu razem, w ich wzajemnej integracji, rozumieniu się, zabawach. Obecność rodzica - wbrew pozorom - przeszkadza opiekunce rozwinąć skrzydła tj. wykazać inwencję, proponować dziecku swoje pomysły na zabawę, na pokazywanie dziecku otaczającego go świata, na uczenie dziecka podstawowych umiejętności (jedzenie, ubieranie, sprzątanie zabawek itd.).Jeżeli rodzice zauważyliby jakieś niepokojące zachowania dziecka (nie mające uzasadnienia medycznego np. ząbkowanie) wówczas ingerencja rodzica byłaby w pełni uzasadniona. Nie można zakładać z góry, że obca osoba chce skrzywdzić dziecko, bo przy takim założeniu nie da się spokojnie pracować ani rodzicom ani opiekunce. Może osoba, o której Pani pisała po prostu przestraszyła się waszej ciągłej ingerencji utrudniającej opiekę. Szkoda tylko, że nie uprzedziła was o swoich obawach i wątpliwościach w odpowiednim czasie. Szkoda, że nie "obgadaliście" wszystkich spraw związanych z opieką znacznie wcześniej. Takie niedomówienia potem się mszczą. A to, że opiekunka czasem woli u siebie w mieszkaniu mieć dzieciaczka to nie wiąże się z "olewaniem" przez nią obowiązku prawidłowej opieki czy zaniedbywaniem dziecka lecz z wielu innych powodów. Np. ma kłopotliwy dojazd do domu dziecka (np. dwoma środkami lokomocji), obawa przed podejrzeniami o kradzież gdy jakaś rzecz się zawieruszy i domownicy jej poszukują, niemożność bycia w swoim domu gdy np. jest odczytywanie liczników zużycia gazu, wody, ogrzewania itd. itp. Powodów całkiem racjonalnych może być wiele a w razie jakichś wątpliwości przecież można na ten temat rozmawiać przed zatrudnieniem. Przypominam, że opiekunka w swoim środowisku (w bloku, na osiedlu) nie jest anonimowa! Dzieci bywają różne, mają różny temperament i potrafią wiele rzeczy poniszczyć zarówno w domu rodziców jak i opiekunki (porysowane i pomalowane ściany, potłuczone różne przedmioty, naczynia nagminnie wyjmowane z szafek, które na określonym etapie są ciekawsze od zabawek, czasem pozalewane zupką czy soczkami meble i podłogi, porysowane różnymi przedmiotami meble itd.itp). Poza tym mając w domu dziecko opiekunka bardziej dogrzewa mieszkanie, zużywa więcej wody, światła, gazu, częściej musi sprzątać. To są jej koszty, bo przecież za to nie pobiera opłaty. Tak więc p. Aniu więcej obiektywizmu i sprawiedliwości. Jeśli jakaś osoba ma paskudny charakter lub jest nieuczciwa lub ma fatalne maniery lub jest nieodpowiedzialna to nie można na tej podstawie podejrzliwie lub z założenia negatywnie oceniać wszystkich wokół lub choćby tych, którzy wyrażą chęć opiekowania się Pani dzieckiem. Może kolejnej kandydatce powiedzieć wprost jeszcze przed zatrudnieniem, że bardzo chce jej Pani zaufać ale zanim to nastąpi chce się Pani jej pracy trochę poprzyglądać, zobaczyć jak będzie reagować dziecko na obcą osobę. Myślę, że trochę sympatii, wyjaśnienie opiekunce swojego postępowania wynikającego z obawy o przystosowanie się dziecka do nowej dla niego sytuacji, trochę wspólnej opieki razem z nianią, pozwolą także jej zrozumieć wasze postępowanie czy choćby początkowy dystans. Ale to nie może długo trwać. Albo opiekunce zaufacie i pozwolicie jej pracować albo (mając wątpliwości) należy się rozstać. Nieuzasadnionymi podejrzeniami (szczególnie na wyrost) krzywdzi się ludzi. Dziecko można powierzyć tylko osobie, której ufacie a maleństwo uśmiechem potwierdza prawidłowość tej "diagnozy". Życzę aby tym razem spotkała Pani wspaniałą osobę, której Pani będzie mogła zaufać a maluszek będzie pod dobrą opieką. Niech się Pani uśmiechnie do nowego dnia, do męża, szczególnie do dzieciaczka i niech to przykre doświadczenie nie psuje dłużej Pani nastroju. Dla zdrowia psychicznego trzeba szybko uwolnić się od złych emocji, nie warto długo przeżywać przykrych sytuacji, bo to nas blokuje. Pozdrawiam. |
|
| 14.11.2008 19:40 |

