histeria nie do opanowania :/

Forum » Zdrowie i rozwój dziecka
Rzeczywiście, dzieci bardzo różnie podchodzą do kwestii rozłąki.. ja z ogromną przyjemnością szłam do przedszkola, mój starszy brat bardzo to przeżywał. Choć uczucia, jakie towarzyszyły mi w pierwszym dniu rozłąki z mamą, były okropne, nie mogłam zrozumieć, dlaczego mam tu zostać, skoro mogę być z moją kochaną mamą w domku, tak jak zawsze! Więc chyba zaczynam rozumieć to wszystko   
08.07.2009 22:38

Karolina P.
Takie doświadczenia mam jedynie ze starszymi dziećmi. Roczne dziecko nie jest tak elastyczne na to co mówisz. Ja, gdy moja "M" (2,5 roku) płacze zupełnie bez powodu i wiem, że nie dzieje się Jej żadna krzywda, tłumaczę Jej, że nie ma powodu do płaczu, pytam, czy chce zostać sama (najczęściej przez łzy słyszę "tak"), wtedy idę do pokoju obok mówiąc, że gdy będzie mnie potrzebować, to przyjdę (wie, że jestem obok), najczęściej, gdy wychodzę wycisza sie..


absolutnie sie zgadzam, naprawde skutkuje, choc poczatki zawsze sa ciezkie..
ze starszymi taki atak histerii mozna przedyskutowac "po", wydaje mi sie ze najlepsze co mozesz zrobic z roczniaczkiem to zadbac zeby nie zrobil sobie krzywdy, mowic do niego spokojnym tonem, prztulic jesli na to pozwala i ...starac sie przeczekac.
jesli bedziesz konsekwentna, maluch powinien przyzwyczaic sie do nowej sytuacji..
pozdrawiam i zycze wytrwalosci!!

ps. rozmawialas o tym z mama, ma jakies pomysly jak rozwiazac problem?
09.07.2009 01:07

Agata P.

Dziecko zaczyna płakać... Rozumiem to

doskonale, ponieważ przez całe swoje krótkie życie był tylko z Nią    > Jego rodzicami też się dobrze porozumiewam. > Pozdrawiam

Agata, w pierwszym zdaniu piszesz że dziecko ma tylko mamę, a potem że się dogadujesz świetnie z rodzicami.Więc jak to jest ma tylko mamę czy rodziców?
09.07.2009 08:53
Ja myślę, że dziecko ma dwoje rodziców, z tą mamą to chodziło o to, że ojciec pracował a mama była z dzieckiem w domu  
09.07.2009 09:33

Karolina P.
Witam serdecznie wszystkie Panie   

Nie wiem, czy podpinam się pod dobry wątek, ale chciałam Was prosić o radę.
Od stycznia opiekuję się dziewczynką (2-letnią obecnie). Bardzo ją polubiłam i myślę, że i ona mnie również. To bardzo pogodna i radosna osóbka, w mojej obecności praktycznie nigdy nie płacze i zawsze świetnie się bawimy.
Jednak od niedawna dzieje się coś, co trochę mnie zasmuca. Sytuacja wygląda tak, że przyjeżdżam do niej rano, ona bardzo się cieszy, jednak kiedy jej tata lub mama oznajmiają jej, że wychodzą do pracy i proszą, by przyszła się pożegnać, ona wpada w histerię... Nigdy przedtem tak nie było, wygląda to strasznie, bo dziewczynka nie może "odczepić" się od rodziców, płacze wniebogłosy i wszelkie próby wytłumaczenia jej czegokolwiek w tym czasie zagłuszane są jej histerią. Gdy próbuję ją przytulić, mówi "puść", kiedy za rodzicami zamykają się drzwi, ona szarpie za klamkę wciąż rozdzierająco płacząc. Nie trwa to długo, bo szybko udaje mi się odciągnąć jej uwagę, np. mówię : "chodź słonko szybciutko do mnie, pokażę ci coś", po czym biegnę do kartki i rysuję coś ciekawego i kolorowego. Dziewczynka znów się śmieje i zapomina o swoim smutku.
Martwi mnie jednak to, dlaczego akurat tak nagle tak na mnie (?) reaguje. Nie robię jej przecież zadnej krzywdy, nigdy nie podnoszę głosu, nie zostawiam jej samej, cały czas z nią przebywam i wciąż staram się wymyślać nowe zabawy, by nie było monotonnie i nudno.
Wiem, że wiele dzieci płacze podczas rozstania z rodzicami, ale przez ten cały okres mojej opieki to się nie zdarzało.. Jestem twarda i tłumaczę jej ciągle, że czas szybciutko zleci i znów zobaczy się z tatą i z mamą, opowiadam jej o ciekawych rzeczach, które zrobimy (i spełniam obietnice), tłumaczę, że ja też jestem tutaj bez rodziców, ale niedługo się z nimi zobaczę   , ale następnego dnia znów jest histeria, która zasmuca mnie, bo nie mam przecież nic na sumieniu, a czuję, jakbym robiła jej krzywdę. Jak ułatwić dziewczynce pożegnanie z rodzicami, by uniknąć łez?
Bardzo proszę o radę, bo nie wiem już, co robić..
Pozdrawiam !   


karolina, mój synek miał też taki etap ( po kilkunastu miesiącach bycia z nianią).Miał wtedy prawie 3 latka. Nagle zaczął dostawać histerii jak ja wychodziłam i nie chciał sie ode mnie   dlepić". Spóźńiałam się do pracy itd. A zawsze jak wyszłam, to Oli szybko udawało się ukoić jego rozpacz. Ustaliłyśmy, że po prostu moje wyjście skrócimy do minimum. Płakał, ale im krócej się z nim żegnałam, tym krócej ta ropacz trwała. Pocieszę CIę, że tak jak to nagle przyszło, tak nagle odeszło.Ale trwało ok. 2-2 miesięcy. Ja miałam wyrzuty sumienia, że wychodzę, Oli było przykro, bo myślała, zę coś źle robi a opiekuje się nim super. Teraz za to jako trzylatek przechodzi spóźniony bunt dwulatka. To dopeiro czasami jest corrida       WIęc nie przejmuj się, to minie. Mama niech wychodzi szybciej, żęby histeria nie trwała za długo. Powodzenia   Magda edytowała ten post 09.07.2009 21:21
09.07.2009 21:20
Bardzo podniosło mnie to na duchu - dziękuję   ! Dziś na szczęście było dużo lepiej.. dziewczynka najbardziej płacze, kiedy wychodzi tata, a tata nie ma serca wyjść od razu, tuli ją i pociesza. Ja wiem, że kiedy wyjdzie, nie minie więcej niż minuta i wszystko wróci do normy. Jest tak, jak Pani mówi- dziś pożegnanie krótsze, a dziewczynka uspokoiła się jeszcze zanim tata zamknął drzwi. Dobrze jest znać Pani zdanie jako rodzica. Trzymam się więc dzielnie i pozdrawiam   
09.07.2009 22:29
Witam, i ja się podepnę   
Choć niedługo kończę pracę z Polą, to jednak chciałabym wiedzieć, jakie Panie mają zdanie na temat naszej sytuacji.
Jestem Nianią z własnym dzieckiem. Olka to taki typ dziecka co to na żywioł, nie boi się zazwyczaj nowych rzeczy, bardzo kontaktowa. Dziewczyny mają 14 i 15 mcy. Moja jest ta młodsza   
Pola zaś jest zachowawcza, ostrożna. Najpierw się na wszelki wypadek boi, ale jak już się z czasem przekona, to wychodzi z niej taki sam słodki wariat mały, jak z mojej Oli   

Jak pierwszy raz tam poszłam, na rozmowę, Pola zareagowała wręcz histerią, strach, płacz. Na Olę, nie na mnie. Zaczęłam tam przychodzić na taką próbę, jak jeszcze jej Mama była w domu. Żeby ją oswoić, przyzwyczaić, i zobaczyć, czy to się w ogóle da zmienić.
I było tak, że jak była jej Mama, albo Tata, to dramat w zachowaniu. Uciekała do nich na ręce, płacz. A jak zaczęłam z nią zostawać na godzinkę, dwie, sama - oczywiście z moją córą - to jak nożem uciął. Jeszcze z 2 minutki powiedzmy płaczu, ale już takiego wyciszającego się, a potem normalnie zabawa ze mną, była radosna, widać że było jej fajnie. Aczkolwiek nie było opcji żeby siedziała blisko mojej Oli, jak moja próbowała się zbliżać, to znowu płacz. Ale z czasem było coraz lepiej, więc zaczęliśmy stałą pracę   
I zaczęły się dramaty poranne, wychodzeniowe. Widziała zbieranie się rodziców - histeria. Jak drzwi się zamknęły, po chwilce już pełny luz i uśmiech. 180 stopni odmiana dziecka w parę chwil...

Teraz, już po ok. pół roku pracy, z Olą są kumpele    Razem potrafią nieźle broić, widać takie początki fajnej współpracy   

Udało się, metodą małych kroczków, osiągnąć, że już nie boi się dzieci, w piaskownicy też jest dobrze, ale trzeba być jednak ciągle bardzo blisko.

Nawet wyciszyły się poranne dramaty, ale teraz po 2 tyg urlopu, znowu meksyk   

I jeszcze, bardzo się boi kiedy znikam jej z oczu. Nawet jak idę do wc, muszę zostawić drzwi otwarte, ona zaraz przybiega sprawdzić czy na pewno jestem. Moją średnio to interesuje czy na chwilę znikam.
Jak wychodzimy na spacer też dramat, kiedy leciałam na chwilkę znieść wózek. Panika. Tak się umówiliśmy z rodzicami, że wózek jest w mieszkaniu (dość drogi model...), a ja szybko go znoszę przed spacerem, to jest parter z półpiętrem więc 3 sekundki... potem wracam po wcześniej przygotowane do wyjścia dziewczyny.
Moja może spokojnie stać w przedpokoju i patrzeć jak wychodzę z wózkiem, zero reakcji. (Oczywiście jak ząbkuje, czy coś, jest inaczej...). Dla Poli już czas szykowania rzeczy do wyjścia, to początek płaczu, strachu...zaczęłam znosić wózek z nią na rękach... a teraz to już po prostu czekam na męża który kończy wcześniej pracę, przychodzi po nas i znosi ten wózek.

I teraz: moja teoria jest taka, nie wiem właśnie czy słuszna, że to nie tylko różnica charakterów.
Pola była od dość wczesnego miesiąca uczona samodzielnie zasypiać. Kładziemy w łóżeczku, papa, buziaczek, dobranoc i wychodzimy...jak ją uczyli, czekali ileś tam minut, jak płakała, i z każdym dniem ten czas do ponownego wejścia rodzica, się wydłużał.
Fakt że jest to wygodne, kładę ją o właściwej porze, rytuał pożegnalny, za 5 minut dziecko śpi, wchodzę tylko ją przykryć. Zero płaczu.

Zaś moja zasypia zawsze przy mnie albo mężu, z głaskaniem, trzymaniem mnie za ucho itd    I była od urodzenia noszona w chuście. Czasem zostawiam ją też taką zasypiającą, i od niedawna normalnie sama zaśnie bez problemu, ale ja po prostu lubię być przy niej jak zasypia   

Czy dobrze mi się zdaje, że ten strach Poli, nieufność, zachowawczość, może mieć związek z tym samodzielnym zasypianiem? Może nie czuje się pewnie, boi się zniknięcia na chwilę opiekuna...
Nie tłumaczy to chyba, tego początkowego strachu do mojej córy, ale całą resztę chyba tak? Olki mogła się ewentualnie obawiać, bo jej rodzice Olę już na pierwszym spotkaniu przytulali, zagadywali itede?

Pytam z czystej ciekawości, jako Mama bardziej, niż Niania   
Pola idzie do żłobka, więc nasza wspólna przygoda się kończy, ale od początku mnie to zastanawia, czy to ma związek, czy po prostu inny charakter dziecka   
09.07.2009 23:07
Witam, mam bardzo podobny problem.
Od półtora miesiąca opiekuję się 14 miesięcznym chłopczykiem, maluch jest przecudowny, mądry i słodki. Jak się zjawiam nie ma raczej żadnej ani entuzjastycznej ani rozpaczliwej reakcji, jak mama szykuje się do pracy nie jest wcale tak źle i pobawi się ze mną i przyniesie zabawkę i każe sobie opowiadać książeczki, ma czasami dni, że nie odstępuje mamy na krok, ale nie zdarzyło się jakoś notorycznie, żeby popadał w histerię jak się pojawiam. Sytuacja się zmienia jak mama już po pracy wraca do domu, rozumiem, że cieszy się na jej widok, ale ostatnio coraz częściej zaczyna rozpaczliwie płakać, mam wrażenie jakby żalił się strasznie na mnie   
Sama nie wiem czy to kwestia krótkiego stażu z maluszkiem czy tak ma już być zawsze, trochę mi głupio i smutno jak tak zaczyna płakać, bo przecież nic złego nie robię.
13.07.2009 16:42
Przeciez to typowy przyklad nieradzenia sobie z emocjami. Malutki jest tak szczesliwy, ze widzi mame, ze jego niedojrzaly uklad emocjonalny wysiada! Tym bardziej, ze moge wnioskowac z wypowiedzi miedzy nim a mama wytworzone jest przywiazanie bezpieczne.....
Musicie to przeczekac. Najwazniejsze, zebys nie wychodzila z pracy zaraz jak tylko pojawi sie mama!
13.07.2009 20:34
Nie wychodzę zaraz jak przychodzi mama, pogadamy trochę, opowiem jej co robiliśmy, co jadł i kiedy taki rozkład dnia, nawet zdarzy mi się wyjść i wrócić ponownie - może nie specjalnie - ale zdarza się, mam nadzieję, że masz rację i to minie   
13.07.2009 20:41
Na szczęście u mnie ostatnio pojawiła się poprawa   . Nie ma sensu tłumaczyć czegoś dziecku, kiedy już wpada w panikę, bo i tak nie słucha- jest za bardzo zrozpaczone, że rodzice wychodzą. Jednak dobrze jest wtedy odwrócić jego uwagę czymś ciekawym, po prostu nagle pokazać mu coś, co dzieciaczka zainteresuje. Parę dni temu, kiedy mama mojej podopiecznej miała wychodzić do pracy, od razu zaczął się płacz, ale na szczęście znalazłam sposób, żeby po chwili to ustało. Powiedziałam : "a wiesz co teraz zrobimy? Założysz buciki i pójdziemy na balkon pomachać mamusi na pożegnanie, dobrze?"- i dziewczynka od razu pobiegła po swoje buty i wyszła na balkon zanim mama zdążyła wyjść z domu    Oczywiście mama pomachała jej z dołu i dziewczynka była bardzo zadowolona, obeszło się bez strasznej histerii. Powiedziałam jej, że jest bardzo dzielna i bardzo się z tego cieszę. Mam nadzieję, że w tym tygodniu będzie jeszcze większy postęp   . Najważniejsze, żeby trzymać się mocno i nie panikować, nie obwiniać siebie, tylko zrozumieć, że to jest całkowicie normalne, że dziecko nie chce rozstawać się z rodzicami. Szczególnie, kiedy parę dni nie widziało niani, bo rodzice np. byli na urlopie i poświęcali dziecku cały swój czas. Bez względu na to, jak wspaniałą jest się nianią, nikt nie zastąpi maluszkowi mamy i taty   . Pozdrawiam i życzę wytrwałości!
13.07.2009 22:17
dziewczyny, te reakcje są całkiem normalne. Mój synek np. niekoniecznie jest zadowolony jak wychodzi od nas po południu Ola  Tak jak wspominałam miał ataki histerii, kiedy wychodziłam do pracy, teraz to minęło, za to teraz bardzo manifestuje swoją neizależność. I to przez cały dzień      Moje bratanice cześto zostawały u moich rodziców na tydzień. Radosne podczas tygodnia. Jak wchodził mój brat z bratową w próg, to one wyły jakby im się krzywda działa u dziadków nieziemska   I to też było normalne. Grunt to nie dać się poczuciu winy, że robicie coś nei tak, jełśi wszsytko jest z Waszej strony w porządku  Niemała w tym rola również rodziców. Pozdrawiam i życze powodzenia   A ja nie mogę znaleźć niani na 3h dziennie od września i to jest teraz mój zgryz  
14.07.2009 08:36

Agata P.
Szczerze mówiąc Krzyś jest bardzo mądrym dzieckiem, wydaje mi się, że on wie, że tym krzykiem osiągnie to co chce...
Nie wiem co robić.

Agato nie wiem co prawda jakiego rodzaju jest to krzyk i może on mieć wiele przyczyn, ale piszę żeby Cię podnieść na duchu    jestem mamą rocznego brzdąca i również zdarzają nam się ''głośne dni''. Moja niania nauczyła mnie jak sobie radzić z krzykami, bo są one u mojego małego zawsze próbą wymuszenia czegoś, czegokolwiek, nie zawsze chyba nawet on sam wie czego    otóż zawsze kiedy zaczyna krzyczeć biorę go na ręce - często wbrew jego woli i niejednokrotnie dłużej muszę go przytrzymać delikatnie z siłą ... chodzę z nim po mieszkaniu próbuję zainteresować odwrócić uwagę... często ten krzyk trwa kilka minut jednak nie zwarzając na to pokazuje mu ptaszki za oknem czy kotka, drzewka , cicho i spokojnie opowiadam wymyslone historyjki o tym co widzimy przez okno spiewam cicho jego ulubioną piosenke a jak przestaje sie złoscic i zaczyna słuchac co mówię od razu idziemy do zabawek bierzemy piłkę / ulubiona zabawa/ i kopiemy lub turlamy do siebie . W ten sposób sie wycisza. Na pewno nie można mówic ''cisza, nie krzycz itp....'' stworzyc sytuacje która abstrachuje od krzyków i mówić mówić mówić cicho i łagodnie nie zwracając uwagi na nerwy malucha. życzę powodzenia
14.07.2009 16:14
« Powrót do listy tematów