|
Witam, i ja się podepnę Choć niedługo kończę pracę z Polą, to jednak chciałabym wiedzieć, jakie Panie mają zdanie na temat naszej sytuacji. Jestem Nianią z własnym dzieckiem. Olka to taki typ dziecka co to na żywioł, nie boi się zazwyczaj nowych rzeczy, bardzo kontaktowa. Dziewczyny mają 14 i 15 mcy. Moja jest ta młodsza Pola zaś jest zachowawcza, ostrożna. Najpierw się na wszelki wypadek boi, ale jak już się z czasem przekona, to wychodzi z niej taki sam słodki wariat mały, jak z mojej Oli
Jak pierwszy raz tam poszłam, na rozmowę, Pola zareagowała wręcz histerią, strach, płacz. Na Olę, nie na mnie. Zaczęłam tam przychodzić na taką próbę, jak jeszcze jej Mama była w domu. Żeby ją oswoić, przyzwyczaić, i zobaczyć, czy to się w ogóle da zmienić. I było tak, że jak była jej Mama, albo Tata, to dramat w zachowaniu. Uciekała do nich na ręce, płacz. A jak zaczęłam z nią zostawać na godzinkę, dwie, sama - oczywiście z moją córą - to jak nożem uciął. Jeszcze z 2 minutki powiedzmy płaczu, ale już takiego wyciszającego się, a potem normalnie zabawa ze mną, była radosna, widać że było jej fajnie. Aczkolwiek nie było opcji żeby siedziała blisko mojej Oli, jak moja próbowała się zbliżać, to znowu płacz. Ale z czasem było coraz lepiej, więc zaczęliśmy stałą pracę I zaczęły się dramaty poranne, wychodzeniowe. Widziała zbieranie się rodziców - histeria. Jak drzwi się zamknęły, po chwilce już pełny luz i uśmiech. 180 stopni odmiana dziecka w parę chwil...
Teraz, już po ok. pół roku pracy, z Olą są kumpele Razem potrafią nieźle broić, widać takie początki fajnej współpracy
Udało się, metodą małych kroczków, osiągnąć, że już nie boi się dzieci, w piaskownicy też jest dobrze, ale trzeba być jednak ciągle bardzo blisko.
Nawet wyciszyły się poranne dramaty, ale teraz po 2 tyg urlopu, znowu meksyk
I jeszcze, bardzo się boi kiedy znikam jej z oczu. Nawet jak idę do wc, muszę zostawić drzwi otwarte, ona zaraz przybiega sprawdzić czy na pewno jestem. Moją średnio to interesuje czy na chwilę znikam. Jak wychodzimy na spacer też dramat, kiedy leciałam na chwilkę znieść wózek. Panika. Tak się umówiliśmy z rodzicami, że wózek jest w mieszkaniu (dość drogi model...), a ja szybko go znoszę przed spacerem, to jest parter z półpiętrem więc 3 sekundki... potem wracam po wcześniej przygotowane do wyjścia dziewczyny. Moja może spokojnie stać w przedpokoju i patrzeć jak wychodzę z wózkiem, zero reakcji. (Oczywiście jak ząbkuje, czy coś, jest inaczej...). Dla Poli już czas szykowania rzeczy do wyjścia, to początek płaczu, strachu...zaczęłam znosić wózek z nią na rękach... a teraz to już po prostu czekam na męża który kończy wcześniej pracę, przychodzi po nas i znosi ten wózek.
I teraz: moja teoria jest taka, nie wiem właśnie czy słuszna, że to nie tylko różnica charakterów. Pola była od dość wczesnego miesiąca uczona samodzielnie zasypiać. Kładziemy w łóżeczku, papa, buziaczek, dobranoc i wychodzimy...jak ją uczyli, czekali ileś tam minut, jak płakała, i z każdym dniem ten czas do ponownego wejścia rodzica, się wydłużał. Fakt że jest to wygodne, kładę ją o właściwej porze, rytuał pożegnalny, za 5 minut dziecko śpi, wchodzę tylko ją przykryć. Zero płaczu.
Zaś moja zasypia zawsze przy mnie albo mężu, z głaskaniem, trzymaniem mnie za ucho itd I była od urodzenia noszona w chuście. Czasem zostawiam ją też taką zasypiającą, i od niedawna normalnie sama zaśnie bez problemu, ale ja po prostu lubię być przy niej jak zasypia
Czy dobrze mi się zdaje, że ten strach Poli, nieufność, zachowawczość, może mieć związek z tym samodzielnym zasypianiem? Może nie czuje się pewnie, boi się zniknięcia na chwilę opiekuna... Nie tłumaczy to chyba, tego początkowego strachu do mojej córy, ale całą resztę chyba tak? Olki mogła się ewentualnie obawiać, bo jej rodzice Olę już na pierwszym spotkaniu przytulali, zagadywali itede?
Pytam z czystej ciekawości, jako Mama bardziej, niż Niania Pola idzie do żłobka, więc nasza wspólna przygoda się kończy, ale od początku mnie to zastanawia, czy to ma związek, czy po prostu inny charakter dziecka
|